Piłkarskie cytaty z epoki i nie tylko (8)

27-10-2013

„GERATA BARDZO TRZIMIĄ”

- te słowa padły z ust oldboya Ruchu Chorzów w przerwie meczu ze Ślęzą we Wrocławiu. Był rok 1970, a cytowaną wypowiedź usłyszał młody asystent Uniwersytetu Wrocławskiego Jan Miodek. Dziś szanowany i ceniony profesor.

W tamtym czasie oldboye Ruchu zmierzyli się z oldboyami Ślęzy z okazji jubileuszu 25-lecia wrocławskiego klubu. Jan Miodek zapamiętał, że do przerwy było 0:0, a po zmianie stron Gerard Cieślik trzy razy potężnie uderzył, ale piłka za każdym razem lądowała na poprzeczce. Oprócz Cieślika na boisku z pewnością pojawili się także Ryszard Wyrobek i Czesław Suszczyk, cała
trójka grała także w reprezentacji Polski oldbojów.

A o wielkiej, trwającej od lat miłości Jana Miodka do Ruchu Chorzów nie trzeba chyba wspominać…  

Źródło: Encyklopedia Piłkarska Fuji. Kolekcja Klubów – Ruch Chorzów.

Zdjęcie: wikipedia.pl

Piłkarskie cytaty z epoki i nie tylko (7)

23-10-2013

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



 „JAK MIAŁEM SZEŚĆ LAT, TO JUŻ ZACZĄŁEM CHODZIĆ NA BOISKO NA KALINIE. STAŁEM ZA BRAMKĄ I TYLKO CZEKAŁEM NA OKAZJE, ŻEBY KOPNĄĆ PRAWDZIWĄ SKÓRZANĄ PIŁKĘ. KIEDY PIŁKARZE RUCHU SCHODZILI NA PRZERWĘ DO SZATNI, SKRADAŁEM SIĘ ZA NIMI, ŻEBY PODSŁUCHAĆ ROZMOWY. PAMIĘTAM, JAK ERNEST WILIMOWSKI USPOKAJAŁ ICH KIEDYŚ: „NO TO CO, ŻE PRZEGRYWAMY. SPOKOJNIE, JA TO ZAŁATWIĘ”. I PO PRZERWIE STRZELAŁ BRAMKI, A RUCH ZWYCIĘŻAŁ.

- tak wspominał Ernesta Wilimowskiego legendarny napastnik Ruchu Gerard Cieślik. Jego akurat nikomu przedstawiać nie trzeba. Na zdjęciu Cieślik przed słynnym meczem ze Związkiem Radzieckim w Chorzowie (1957 r.), w którym strzeli dwa gole, a Polacy wygrają 2:1. Z lewej arbiter liniowy, z prawej bramkarz Edward Szymkowiak i Henryk Kempny.

Co ciekawe, dawne boisko Ruchu tzw. hasiok na Kalinie już dawno nie istnieje. Teraz są tam ogródki działkowe…

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice. Zdjęcie: www.chorzowianin.pl

 

Ezi i jego koledzy z archiwum wehrmachtu!

18-10-2013

To bardzo cenne dokumenty. Wojenne itinerarium Ernesta Wilimowskiego i kilku innych chorzowskich piłkarzy. Dokumenty zostały wydobyte z archiwum wehrmachtu. Możecie prześledzić przebieg służby wojskowej Eziego, a także Gerarda Wodarza, Eryka Tatusia, Ewalda Urbana z Ruchu Chorzów oraz Jerzego Wostala, który przed wybuchem II wojny światowej reprezentował AKS Chorzów. Ciekawostką oprócz stopni wojskowych, są adresy zamieszkania piłkarzy z lat 40.

Materiały pochodzą z archiwum Thomasa Urbana

Piłkarskie cytaty z epoki i nie tylko (6)

16-10-2013

„ON BYŁ JAK MARADONA – SAM WYGRYWAŁ MECZE. MARADONA PRZEDRYBLOWAŁ KIEDYŚ PÓŁ ANGIELSKIEJ DRUŻYNY I STRZELIŁ BRAMKĘ. TAK SAMO ROBIŁ WILIMOWSKI. BRAŁ PIŁKĘ OD KOLEGÓW I Z UŚMIECHEM NA USTACH WYKONYWAŁ SLALOM MIĘDZY OBROŃCAMI. NIE PAMIĘTAM JEGO STRZAŁÓW. ON WJEŻDŻAŁ Z PIŁKĄ DO BRAMKI. TAKI MOMENT BYŁ W KAŻDYM MECZU. NA TO WŁAŚNIE CHODZILI LUDZIE, CZEKALI, KIEDY ERNEST ZACZNIE TĘ JAZDĘ. TO SIĘ ROZPOCZYNAŁO JAK ARIA. PRZEJEŻDŻAŁ PIĘCIU ALBO SZEŚCIU. OBROŃCY BYLI JAK ZAHIPNOTYZOWANI, NIE MOGLI ZAREAGOWAĆ, A ON PRZESUWAŁ SIĘ MIĘDZY NIMI NICZYM WĄŻ”

- tak zapamiętał Ernesta Wilimowskiego wybitny polski aktor Andrzej Łapicki (1924 – 2012), pasjonat piłki nożnej. O przedwojennym futbolu opowiadał w wywiadzie dla Jacka Szczerby z Gazety Wyborczej (styczeń 2001 roku). Co ciekawe, Łapicki natknął się na Eziego przed jednym z meczów w Warszawie…  

„TO BYŁO CHYBA W 1937 ROKU, GDY LEGIA ZOSTAŁA ROZWIĄZANA, BO WOJSKO PRZESTAŁO DAWAĆ NA NIĄ PIENIĄDZE. WTEDY NA STADIONIE LEGII GRAŁA WARSZAWIANKA. PAMIĘTAM, ŻE PRZED MECZEM RUCH - WARSZAWIANKA KRĘCIŁEM SIĘ PRZED TRYBUNAMI. RAPTEM PATRZĘ – ZAJEŻDŻAJĄ TAKSÓWKI I WYSIADAJĄ GRACZE RUCHU. MIELI KOSZULKI W NIEBIESKIE PASY I BIAŁE SPODENKI. Z JEDNEJ WYSIADA RUDY ERNEST. NIESŁYCHANIE ROZBAWIONY, W TOWARZYSTWIE CHICHOCZĄCYCH PANIENEK. BYŁEM JUŻ WTEDY NA TYLE DOROSŁY, ŻE ORIENTOWAŁEM SIĘ, ŻE TO NIE SĄ PANIE Z TOWARZYSTWA.

PIŁKARZE RUCHU PRZEBRALI SIĘ W HOTELU, BO SZATNIE LEGII ZAWSZE BYŁY OKROPNE. WIEM COŚ O TYM, PRZEBIERAŁEM SIĘ W NICH PO WOJNIE, PRZED MECZEM AKTORZY – DZIENNIKARZE. WILIMOWSKI PROWADZIŁ CHYBA DOŚĆ ROZRYWKOWY TRYB ŻYCIA, NIEPOZBAWIONY PODNIET ALKOHOLOWYCH. W PIŁCE ZAWSZE JEDNAK TAK BYŁO, ŻE SOBIE POPIJALI”

(zdjęcie: www.filmweb.pl)

Piłkarskie cytaty z epoki i nie tylko (5)

14-10-2013

„NAJBLIŻSZYM PAROWCEM TRANSPORTOWYM Z ŁADUNKIEM WĘGLA RUCH PŁYNIE NA MECZ Z MURZYNAMI DO AFRYKI (LIBERJA)”

- taką informację przekazał w 1934 roku działacz Ruchu Wielkie Hajduki śląskiemu korespondentowi Przeglądu Sportowego Heinzowi Rembalskiemu (pisownia cytatu oryginalna, o sprawie pisała katowicka „Polonia”,
prasowy organ Wojciecha Korfantego)

O co chodziło? Oczywiście był to żart, próba „wypuszczenia” dziennikarza… Ruch miał z nim na pieńku, bo Rembalski w tamtym czasie opisał imprezowy tryb życia futbolistów za co dostał zakaz wstępu na stadion. Jak można się domyślać Rembalski nie zapomniał Ruchowi „parowca transportowego”…

Dwa lata później, w czerwcu 1936 roku Ruch pokonał po zaciętym meczu ligowym Wisłę Kraków 1:0. Na drugi dzień zmęczeni piłkarze przegrali w towarzyskim spotkaniu z A-klasową wówczas Cracovią aż 0:9, a Przegląd Sportowy ponownie wyciągnął temat rzekomego alkoholizmu w zespole mistrza Polski. Pisał, że gracze niebieskich otrzymali od działaczy po 50 zł za zwycięstwo nad Wisła, a potem urządzili suto zakrapianą imprezę. W efekcie, w starciu z Cracovią – jak pisał Przegląd Sportowy – „Peterek nie widział w ogóle piłki, a Wilimowski widział aż cztery”.

Co prawda teksty o sytuacji w Ruchu pisał wówczas redaktor Skrzypczak z PS, ale działacze „niebieskich” nie potrzebowali detektywa Rutkowskiego, by dojść iż powstawały w ajencji prasowej, której członkami byli Skrzypczak i …Rembalski. Zresztą ten ostatni winnym całej sytuacji uznał Józefa Wieczorka, człowieka oddanego klubowi bez reszty, ówczesnego sekretarza i członka zarządu Ruchu. Rembalski twierdził, że to on rozpił hajduckich piłkarzy bo przed laty był kierownikiem restauracji. Problem w tym, że po przyłączeniu części Śląska do Polski w 1922 roku Wieczorek wykonywał zawód urzędnika.

Przy okazji jednak wyciągnięto sprawę zawodostwa – piłkarze nie mogli wszak pobierać oficjalnie premii pieniężnych (słynne 50 zł). Co było dalej, wszyscy wiemy. PZPN powołał specjalną „spec-komisję”, która udała się na Śląsk by zbadać sprawę. W klubowym sekretariacie Ruchu Wilimowski i bramkarz „niebieskich” Eryk Kurek byli przesłuchiwani do późnych godzin nocnych. Co ciekawe redaktor Skrzypczak podsłuchiwał pod drzwiami… Wilimowski i jego kolega dosyć luźno podeszli do zarzutów o zawodostwo i pijaństwo. I stało się…

PZPN zawiesił Wilimowskiego, który nie pojechał na olimpiadę w Berlinie. Z nim pewnie mielibyśmy złoto, a tak skończyło się na czwartym miejscu (1936 r.). Warto dodać, że sukcesy Ruchu już wtedy były jednak nie na rękę klubom z Krakowa i Warszawy, więc PZPN tylko skorzystał z okazji. Polska przegrała medal, a w Wilimowskim powstała duża zadra…

I pomyśleć, że wszystko zaczęło się bardzo niewinnie. Od żartu z wycieczki do Afryki…

Fot. archiwum, www.wikipedia.org

1   2   3   4   5   6   7   8   9