Ruch kontra Inter, czyli Ezi kontra Ferrari

08-02-2014

Ezi był - bez najmniejszych wątpliwości - jednym z najlepszych lewych łączników lat 30. I 40. Szkoda tylko, że w tamtych latach nie sporządzano rankingów piłkarzy na poszczególnych pozycjach. Co ciekawe, jeśli takie by powstawały można założyć, że o palmę pierwszeństwa Wilimowski rywalizowałby m.in. z legendą włoskiego calcio Giovannim Ferrarim.

Włoch już za życia wszedł do historii futbolu – dwukrotnie zdobył tytuł mistrza świata w 1934 i 1938 roku. Doskonale uzupełniał się na boisku z Giuseppe Meazzą (prawym łącznikiem włoskiej reprezentacji lat. 30). Meazza był boiskowym odpowiednikiem Leonarda Piątka. Ale wróćmy do Ferrariego – ten bowiem ośmiokrotnie był mistrzem Włoch. Pięciokrotnie z Juventusem Turyn, dwa razy z Interem Mediolan i raz z Bolonią. Ezi w polskiej I lidze był wierny Ruchowi Wielkie Hajduki, z którym cztery razy wygrywał rozgrywki mistrzowskie. Co ciekawe, po zakończeniu kariery legendarny duet włoskich łączników Ferrari – Meazza prowadził także reprezentację Włoch na mistrzostwach świata w 1962 roku w Chile. Nie odniosła ona jednak spodziewanego sukcesu... Ezi nigdy nie trenował profesjonalnej drużyny. Dlaczego o tym piszemy. Próbowaliśmy wyobrazić sobie mecz pucharowy Ruch Wielkie Hajduki – Inter Mediolan w 1938 roku, świeżo po zakończonych mistrzostwach we Francji. Czy wówczas Ezi udowodniłby swoją wyższość? Tego nie dowiemy się już nigdy...

Tymczasem pozycja lewego łącznika już nie istnieje. A grali na niej tak wybitni futboliści jak Ferenc Puskas, Igor Netto czy Gerard Cieślik. Zresztą sam Ezi zanim trafił do reprezentacji III Rzeszy musiał wygryźć z niej ...lewego łącznika Helmuta Schoena.

Fot. pesstatsdatabase.com

Kałuża utopił smutki w alkoholu?!

30-01-2014

6 lutego minie 118 rocznica urodzin piłkarza, trenera i działacza Józefa Kałuży. To jeden z najlepszych futbolistów przedwojennej Polski, legenda Cracovii, trener biało-czerwonych. Prowadził narodowy zespół na igrzyskach w Berlinie (1936 r.) i mistrzostwach świata we Francji (1938 r.).

Był pierwszym polskim selekcjonerem z prawdziwego zdarzenia, choć wówczas mówiło się, że pełni funkcję kapitana związkowego. Przyszło mu jednak pracować w trudnych czasach, w drugiej połowie lat 30. PZPN był opanowany przez sanacyjnych wojskowych, którzy nierzadko podejmowali kuriozalne decyzje.

Prezesami byli generał brygady Władysław Bończa-Uzdowski, a także pułkownik Kazimierz Glabisz. Podczas losowania piłkarskich mistrzostw świata w 1938 roku Polskę reprezentował ...attaché wojskowy przy ambasadzie w Paryżu pułkownik Fryda.

Kałuża nie miał wpływu na decyzje „pułkowników". A to właśnie oni przesądzili o tym, że Wilimowskiego zabrakło na olimpiadzie w Berlinie. To oni stali za oskarżeniami o pijaństwo i składanie fałszywych zeznań. Tyle tylko, że Ezim w składzie Polska miała szanse na złoto. Kałuża musiał się pogodzić z dyskwalifikacją...

Ale los Wilimowskiego najwyraźniej nie był mu obojętny. Zachowała się taka oto relacja Mariana Lubiny, syna Pawła, przedwojennego działacza piłkarskiego z Katowic. – Mój ojciec próbował namawiać ówczesnego trenera, ale to nic nie dało. Upili się w knajpie na dzisiejszej ulicy Pocztowej w Katowicach – wspominał.

Wszystko wskazuje, że Lubina namawiał właśnie ...Kałużę, aby ten postarał się o anulowanie dyskwalifikacji Eziego. Kałuża zapewne zdawał sobie sprawę, że to mission impossible... Czyżby zatem utopił smutki w alkoholu? Nie można tego wykluczyć.

Kałuża do końca życia pozostał człowiekiem prawym. Po wybuchu wojny jako jeden z nielicznych działaczy PZPN-u pozostał w okupowanej Polsce. W przeciwieństwie do sanacyjnej generalicji, która rządziła polską piłką w latach 30... Zmarł w 1944 roku po ciężkiej chorobie. Nie mógł zdobyć odpowiedniej szczepionki, która była trudno osiągalna w latach wojny.

Fot. wikipasy.pl

Źródło: "Okrzyknięto go zdrajcą", Katowice.naszemiasto.pl, 02.01.2004 r.

Piątek, co wypruwał sobie kiszki

20-01-2014

 

PIĄTEK PRZYPOMNIAŁ SOBIE NARESZCIE, JAK IDZIE SIĘ NA PRZEBÓJ, CHOĆBY TRZEBA BYŁO WYPRUĆ Z SIEBIE KISZKI. GONI ZA PIŁKĄ, MIJA DWÓCH PRZECIWNIKÓW, JESZCZE STARCZY SIŁ NA STRZAŁ... ODBITA... SZERFKE LEKKO MUSKA PIŁKĘ... TŁOK POD BRAMKĄ, ZNÓW PIŁKA WRACA W POLE... POD NOGI WILIMOWSKIEGO. JEST 4:4!

- tak heroiczną akcję Polaków, która dała nam wyrównanie w słynnym meczu z Brazylią (Mistrzostwa Świata we Francji), opisywał reporter Przeglądu Sportowego w czerwcu 1938 roku. Do siatki trafił Ezi, ale to Leonard Piątek zainicjował atak biało-czerwonych.

Piątek (ur. 3 października 1913 r. w Królewskiej Hucie) przez niemal cała karierę zawodniczą związany był z jednym klubem. Z tym, że ten klub ...trzykrotnie zmieniał nazwę. Zaczynał w AKS-ie Królewska Huta, który jeszcze przed wybuchem wojny przemianowany został na AKS Chorzów. Po wkroczeniu Niemców AKS stał się Germanią Koenigshuette, a po 1945 roku wrócił do nazwy AKS. Piątek święcił z tym klubem triumfy w różnych latach gry – z AKS-em zdobył w 1937 roku wicemistrzostwo Polski, choć klub był w lidze beniaminkiem. Później już w latach 40. trzykrotnie zdobywał z Germanią mistrzostwo śląskiej Gauligi (sezony 1942-44).

W reprezentacji Polski, podobnie jak Ezi, przeprowadził dziesiątki akcji po których „wypruwał sobie kiszki". Zagrał w dwóch najważniejszych meczach w historii przedwojennej piłki – z Brazylią (5:6) i Węgrami (4:2). Zresztą w tym drugim wpisał się na listę strzelców, uderzeniem z rzutu karnego. „11" podyktowana została za faul na Wilimowskim.

W latach 1936-39 Piątek strzelił dla polskiej kadry 11 goli w 17 spotkaniach, zmarł po długiej chorobie 1 lipca 1967 roku w Chorzowie.

Na zdjęciu (od lewej): Leonard Piątek (AKS), Jerzy Wostal (AKS) i Ewald Cebula (Śląsk Świętochłowice).

Fot. Archiwum Thomasa Urbana

Reinhard Schaletzki ...czyli "niemiecki Ezi"

12-01-2014

Życie Ernesta Wilimowskiego pełne było paradoksów. W latach 30, był ikoną śląskiej i polskiej piłki. Do tego stopnia, że śląski futbol po niemieckiej stronie granicy musiał znaleźć kogoś, kto dorównuje mu klasą. Słowem poszukać niemieckiego Eziego...

I znalazł, Reinharda Schaletzkiego, lewego łącznika Vorwaerts-Rasensport Gleiwitz. Też był szybki, skuteczny, imponował niekonwencjonalnym dryblingiem. „Der Oberschlesische Wanderer" napisał, że Schaletzki znaczy dla niemieckiego piłkarstwa na Śląsku, tyle co Wilimowski dla polskiego.

Tymczasem już w 1942 roku Schaletzki i Wilimowski spotkali się w kadrze III Rzeszy... W słynnym meczu Niemcy – Rumunia w Bytomiu, zakończonym triumfem ekipy Seppa Herbergera w stosunku 7:0 Ezi strzelił jedną z bramek. Schaletzki siedział na ławce rezerwowych. Co w żaden sposób nie umniejsza jego klasy.

Jeszcze wiele lat po wojnie imponował skutecznością. Najpierw był jednak frontowy epizod piłkarski – Schaletzki żołnierz grał m.in. w 1FC Kaiserslautern u boku Fritza Waltera, a także w Wehrmacht Saarburg i 02 Breslau. Po wojnie błyszczał w Stuttgarter Kickers. Był rówieśnikiem Wilimowskiego i jak on dożył sędziwego wieku, zmarł w 1995 roku, dwa lata przed odejściem Ezigo. Swoją grą budził zachwyt, a już na pewno na trwałe wpisał się w skomplikowaną historię śląskiego futbolu.

Potrzebne źródło: „Górnoślązacy w polskiej i niemieckiej reprezentacji narodowej w piłce nożnej – wczoraj i dziś. Sport i polityka na Górnym Śląsku", Dom Współpracy polsko-niemieckiej, Gliwice – Opole, 2012 r.

Fot. www.kickersarchiv.de

70 lat temu EZI trafił po raz ostatni!

03-01-2014

1 stycznia 1944 roku to data historyczna w historii piłki nożnej! Dokładnie 70 lat temu Ernest Wilimowski po raz ostatni zagrał na Śląsku. O godz. 13.57 strzelił swą ostatnią bramkę dla śląskiego klubu...

Był 1 styczeń 1944 roku. Świat na dobre pogrążył się w wojnie. Tymczasem na Górnym Śląsku rozgrywki Gauligi trwały w najlepsze. Dziś już trudno sobie wyobrazić jakże sensacyjnie zabrzmiała zaanonsowana 31 grudnia 1943 roku informacja o możliwości występu na prawach gościa Ernesta Wilimowskiego w barwach 1FC Kattowitz. Nie była ona kaczką dziennikarską. 1 stycznia gastspieler Ezi wybiegł na boisko w spotkaniu przeciwko Vorwaerts Rasensport Gleiwitz!

Zagrał na pozycji napastnika. W 15. minucie strzałem z rzutu karnego otworzył wynik. I choć dwie minuty później rywale wyrównali, Wilimowski w 27. minucie ponownie wpisał się na listę strzelców. Był 1 stycznia 1944 roku, godzina 13.57. To było jego ostatnie trafienie... Mecz zakończył się jednak porażką katowiczan 3:4, z dostępnych materiałów źródłowych wynika, że Ezi już nigdy nie zagrał na Śląsku w oficjalnym meczu, po zakończeniu działań wojennych nie wrócił do Polski. W 1995 roku dostał zaproszenie na obchody jubileuszu Ruchu Chorzów. Odmówił tłumacząc się względami zdrowotnymi. Ale to już zupełnie inna historia...

Na zdjęciu wycinek z archiwalnego numeru Kattowitzer Zeitung z relacją z meczu. 

Potrzebne źródło: pogranicza.blox.pl

1   2   3   4   5   6   7   8   9